Ariadne ziewnęła przeciągle rozglądając się po ulicy. Przestąpiła z nogi na noge czekając na zmiane świateł by móc przejść na drugą strone. Zerknęła na zegarek i cmoknęła z niezadowoleniem- miała 20 minut.
Gdy tylko samochody zatrzymały się szybko przeszła przez ulice i skręciła. Musiałą przejść jeszcze niezły kawałek drogi, a wskazówki zegarka obracały się coraz szybciej.
15 minut później stała zziajana na dworcu King Cross. Przechodnie potrącali ją śpiesząc się na pociąg, gdzieniegdzie dostrzegała nastolatków, z takimi samymi wielkimi kuframi jak ona, z rodzicami gorączkowo popychającymi swoje pociechy w strone peronu 9 i 10.
Wzięła za rączke swój kufer(który w ciagu ostatnich minut zrobił się potwornie cieżki) i z trudem ruszyła przed siebie.
**
Tymczasem peron 9 i 3/4 pękał w szwach. Zewsząd rozlegały się wrzaski, ponaglania, okrzyki radości na widok dawno nie widzianych przyjaciół, pochukiwania sów, miałczenie kotów i trzaski przekładanych kufrów.
Gdy Ariadne przeszłą przez mur, pociag już ostrzegawczo gwizdał. Nieświadomie rozglądała sie za grupką ludzi, którym była przecież zupełnie obojętna. Wreszcie, gdy dopadła drzwi pociągu, odwróciła głowe- zobaczyła ich.
Stali parenaście metrów dalej, przy wagonie. Kilkoro dorosłych, sześcioro uczniów, w tym czwórka płomiennoruda i jeden wielki pies. Ariadne uśmiechnęła się pod nosem na myśl, kim ten pies jest.
- Nie mogłeś sobie odpuścić...- mruknęła. Chwile dłużej zatrzymała wzrok na chłopaku z kruczoczarnymi włosami całkowicie pochłoniętym rozmową z pulchną kobietą i przyglądaniu się psu.
Weszła do pociągu.
Ciągnąc za sobą kufer mijała zatłoczone przedziały. Chciała znaleźć sobie miejsce w jakimś mało zatłoczonym wagonie, jednak po chwili zaczęła mieć wrażenie, że pociąg jest stanowczo za mały jak na taką liczbę ucznów. Wreszcie znalazła przedział- siedziała tam tylko dwójka dziewczyn- obydwie z niesamowitą pasją opowiadały sobie o zwyczajach żywieniowych plumpek pospolitych.
"- Świat jest pełen dziwaków.."- pomyślałam znudzona gdy tylko usiadła
Nastrój:
tagi:
Zewsząd wydobywał się ten słodki zapach. Mogła przysiąc że go czuje, stojąc na środku chodnika w centrum Londynu. Obróciła się w okół własnej osi tonąc w rześkim, przejrzystym powietrzu. Dobrze znała to miejsce. Słyszała wiele różnych głosów, a każdy zdawał się tryskać pięknymi uczuciami. Obróciła głowę- zobaczyła znajome jej miejsca, tak bardzo je kochała, tak bardzo tęskniła...
Otworzyła oczy.
Pusta ulica.
Światło z zapalonej latarni rozwiało obraz który jeszcze przed sekundą widziała oczyma wyobraźni.
Rozglądnęła się.
W tle migotały światła przejeżdżających samochodów, jednak tu gdzie stała panowała cisza i spokój. Stała w cieniu, poza bezpiecznym kręgiem światła latarni.
Westchnęła głęboko, a świadomość tego co utraciła przygnębiła ją tak bardzo, że poczuła całkowite zniechęcenie. Potrząsnęła głową odganiając złe myśli. Nie może się wycofać. A raczej- nie wie jak to zrobić.
"Weź sie w garść" - to zdanie powtarzała sobie ostatnio tak często, że samą ją zaczynało to denerwować.
Skręciła w prawo. Szła już długo, i nogi zaczynały ją boleć. Specjalnie jednak wybrała trase po mniej lub wcale nie uczęszczanych ulicach. Wiatr co chwila zrywał się wywołując lekki dreszcz, ale jej samej podobało się to. Powodowało to atmosfere, która wspaniale pasowała do aktualnej sytuacji.
Po paru minutach spaceru wreszcie stanęła. Przed sobą widziała rząd identycznych domów, z ta różnicą, że ona widziała jeszcze jeden- ten którego nie widział żaden mugol. Westchnęła jeszcze raz, i tak jak poprzedniej nocy cichutko otworzyła drzwi.
Stała w ciemnym, nieoświetlonym holu. Wyciągnęła dłoń na której pojawił się malutki płomyczek jasnego, ciepłego światła. Osłoniła płomień ręką i zaczęła wspinać się po schodach.
Gdy otworzyła drzwi usłyszała cichy, równomierny oddech. Zbliżyła się.
***
W ciemności przemierzał ciemne korytarze. Znał je, ale nie potrafił powiedzieć skąd. Szedł na oślep, gorączkowo szukając czegoś. Dotykał palcami ścian, obijał się o nie, biegł i szedł na zmiane. I nagle...
Poderwał się gwałtownie. Rozejrzał się po pokoju, a po chwili dotarło do niego głośne chrapanie Rona. Wypuścił powietrze z ust i opadł na poduszki.
Znów śnił ten sam sen. Korytarze, ciemność i to pragnienie podchodzące pod obsesje... Wzdrygnął się.
Od jakiegoś czasu jednak budził się mniej zmęczony mimo że dalej spał bardzo niespokojnie. Nie wiedział jaka jest przyczyna tych snów.
Nagle usłyszał jakiś szmer na korytarzu. Wstał szybko, przeszedł przez pokój i otworzył drzwi na korytarz. Wychylił głowe.
Pusto.
Chwile stał po czym zamknął drzwi. Obrócił się, zrobił krok i.. natrafił na paskudnie skrzypiącą deske.
Ron zachrapał głośniej.
Wrócił szybko do łóżka, i prawie natychmiast usnął spokojnym, mocnym snem...
***
- Śpij spokojnie, Harry..- szepnęła Ariadne oddalając się w ciemność nocnego miasta.
Nastrój:
tagi: